Gdy szarość pochłonie najlepsze wspomnienia
Gdy ciało opęta choroby mrok
Gdy do głowy wedrze się schizofrenia
Gdy powoli zacznę tracić wzrok
Pójdziemy przejść się po ulubionej kładce w mieście
Staniemy patrząc w wszechobecną przestrzeń
Zbliżymy stopy do samej przepaści
Zginiemy dziewięć razy oczami wyobraźni
Kiedy będę spadać a wiatr policzy każdy cienki włos
Zanim kości roztrzaskają się na proch
Wtedy ty przestraszysz mój lęk wysokości
Złapiesz za rękę wyszarpiesz z nicości
Będziemy lecieć nad rozmytą taflą Odry
Wyciągniętą dłonią muskając wodorosty
Wirować nad polami kwiecistej czerwieni
To będzie nasza podróż dookoła Ziemi
Gdy miną ostatnie zawroty głowy
Na drugim brzegu wyostrzy się wzrok
Będę ubrana w pachnącej zieleni
Zrobimy razem pewniejszy krok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz