niedziela, 25 stycznia 2015

Nadzieja

Raz, dwa... nie policzyła do dziesięciu.
Zacisnęła pięści, lecz pokonała sztywność mięśni.
Otworzyła oczy.
Spojrzała w lustro na zapłakaną twarz.
Nie poznała swego odbicia.
Nie chciała tej osoby znać.
Spuchnięta, kiedyś piękna.
Dziś mimika wskazywała na smutne przeżycia.
Przyjaciele zniknęli, tak jak ona teraz miała,
bez pożegnania.
Była całkiem zimna, choć jeszcze żywa.
Nigdy nie zapomniała. Złe głęboko ukryła.
Usnęła.
Na nic lepszego nie było jej stać.
Nie skoczyła, nie pofrunęła, jak ptak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz